piątek, 5 lutego 2016

ROZDZIAŁ 35

Przez całą drogę nic nie mówiłam. Ojciec nie zadawał pytań. Wiedział, jak ciężko mi było rozstać się z Dymitrem. Pamiętał nasze spotkanie w Rosji, kiedy byłam pewna, że go straciłam na zawsze. W domu wyznaczył jednego ze swoich strażników, na mojego opiekuna. Nazywał się Lary. Szybko zaniósł moje rzeczy do pokoju na górze, z widokiem na ocean. Tak, Abe ma wille nad brzegiem Pacyfiku. Gdy się rozpakowałam, zeszłam na kolację. W czasie, kiedy jadłam kurczaka ( Dymitr robił lepszego), do mojego ojca przyjechali karmiciele. Prawie zapomniałam, że wampiry potrzebują do przeżycia krwi.
Po obiadokolacji poszłam w końcu się umyć i spać. Tak jak oczekiwałam, zostałam wciągnięta do snu wywołanego mocą ducha.
Znalazłam się w dobrze znanym mi pokoju. Nagle upadłam i zostałam przywiązana do podłogi. Jednak szybko się podniosłam i zastosowałam tarczę. Nauczyłam się tego, po powrocie na Dwór. Osłaniała mnie przed atakiem mentalnym, skierowanym na moją osobę. Jednak nie chroniła mojego ciała i gdyby nie mój refleks, odezwała bym wazonem z tulipanem. Szybko zbudowałam wokół siebie mur i i tym razem, filiżanka rozbiła się metr przede mną.
- Brawo, mała dampirzyco. - naprzeciw mnie zmaterializował się Iwaszkow, z tym jego cwanym uśmiechem na twarzy, a ja zniosłam bariery.- A teraz powiedz mi, jak mogę ci pomóc?
- Czyli, że wiadomość dotarła.- uścisnęłam go.
Przed podróżą poprosiłam Abe'a, żeby wskazał mi najbardziej zaufanego strażnika. Nikogo pewnie nie dziwi, że owym jest Lary. Córeczka musi mieć najlepszego opiekuna, mimo że sama jest strażniczką. Poprosiłam go, żeby przekazał Adrianowi, że chcę się z nim spotkać w nocy.
- Mam do ciebie jedną prośbę.- zaczęłam.- Ściągnij tu Lissę, a ja zajmę się Dymitrem. Mamy kilka spraw do omówienia.
- A czy wy się czasem nie rozstaliście?
- Muszę z nim pogadać bez ryzyka, że ktoś nas podsłuchuje. Pomożesz mi czy mam to zrobić sama?
- No dobra. Ale musisz jakoś utrzymać połączenie ze swoim snem.
I już go nie ma. Połączenie. To stanowi pewien problem. Adrian, jako twórca snu, nie musi mieć łączności, ale ja tak. Zastanowiłam się. Już mam! Wspomnienia i miłość to największa więź. Nie wiem czy to zadziała, ale nie mam wyjścia. Jak nie spróbuję, to się nie dowiem. Pomyślałam o wszystkich tych, których Kocham, a przede wszystkim o Lissie i Dymitrze. Przede mną pojawiła się mała bańka. Wyświetlały się w niej wszystkie wspomnienia. Na chwilę, między mną a bańką, zaświeciła się srebrna niteczka- znak połączenia. Teraz do domu. Wyobraziłam sobie naszą sypialnię. Dymitr wiercił się i rzucał na łóżku. Co jakiś czas mówił moje imię. Weszłam do jego umysłu. Śnił o mnie, co nie zdziwiło mnie za bardzo. Były to różne momenty naszego wspólnego życia, zaczynając od pierwszego spotkania, przez akademię, aż do dzisiaj. Postanowiłam zakończyć jego cierpienie.
Obraz wokół nas zmienił się. W tedy Dymitr mnie zauważył. Podbiegłam do niego, lecz on się odsunął. 
- Dymitr, co się dzieje?- stanęłam ja wryta. 
- Mam tego dość. Nie chcę śnić o tym co już nie wróci.- w jego głosie usłyszałam ból, tęsknotę i cierpienie. Myślał, że to kolejna wizja jego wyobraźni.- Tęsknię za Tobą, ale jak tylko cię dotknę, obraz się zmienia. Chcę się już obudzić. Wole nie mieć cię wcale, niż tylko patrzeć.
- Spróbować zawsze można. Odwagi kochanie. Myślę, że tym razem będzie inaczej. Czyż byś się wahał?- tak, waha się.- Spokojnie, tym razem to naprawdę ja, a raczej mój umysł. Nie poznajesz miejsca?
Rozejrzał się uważnie do około. Oczywiście byliśmy w naszym miejscu do ćwiczeń- drewnianym domku, naprzeciw stacji benzynowej. Znowu spojrzał na mnie. 
-Roza, to ty?- jego oczy rozszerzyły się w niedowierzaniu.
- Oczywiście, towarzyszu. W pełnej okazałości.
Nie zdążyłam powiedzieć nic więcej, bo Dymitr rzucił się na mnie, a nasze usta spotkały się, w chyba najsłodszym i najbardziej namiętnym pocałunku świata. Zrobiło mi się gorąco.
- No towarzyszu,- powiedziałam z uznaniem, kiedy w końcu pozwolił mi na to.- Chyba będę musiała częściej tak znikać. Nie wiedziałam, że ktoś może tak dobrze całować. Naprawdę jesteś bogiem.
Uśmiechnął się cwanie, lecz zaraz dotarło do niego znaczenie tych słów. 
- To znaczy, że mnie nie zostawiasz?- spytał z nadzieją.
- To byłby największy błąd mojego życia. Nie tylko ty, nie możesz żyć sam. Jesteś moim światem.
W tym momencie koło nas pojawił się Iwaszkow z Lissą.
- Widzę, że ci się udało, mała dampirzyco.
- Cześć Rose.- Uścisnęła mnie przyjaciółka.- O witaj Dymitr. O co chodzi? Adrian powiedział, że masz do mnie ważną sprawę.
Zanim zaczęliśmy rozmawiać, usiedliśmy na kanapie z różnymi napojami. W kominku palił się ogień. 
Opowiedziałam im, co dokładnie stało się w śnie z Taszą i o kruku w naszej sypialni. Kiedy powiedziałam, że to ten sam, którego ożywiła kiedyś Lissa, moja przyjaciółka zrobiła się blada jak papier, a jej kubek spadł na podłogę. Zrozumiała aluzję równie dobrze jak ja. Istota naznaczona pocałunkiem cienia musi umrzeć. Wiktor powiedział, że świat zmarłych jeszcze się o mnie upomni. Jak na razie, uciekłam śmierci trzy razy. Obawiam się, że czwarty może się już nie udać. Podzieliłam się obawami z resztą. Dymitr oczywiście zaraz zapewniał, że nie pozwoli, żeby stało mi się coś złego. Cały on. 
-No dobra. Ale czegoś w ciąż nie rozumiem.- przyznał mój ukochany.- Co to było dziś wieczorem? Co ta szopka miała na celu i co ma z tym wspólnego kruk lub akcja Taszy z przed dwóch tygodni?
- Dymitr pomyśl. Tasza wiedziała, że jestem w ciąży, podrzucili nam tego kruka w dzień mojego powrotu, jeszcze dzisiaj dostałam list.- w mojej dłoni pojawiła się ta sama kartka, którą znalazłam na łóżku.- Nie wiem jak, ale oni nas szpiegują. Wiedzieli o tym, czego nikomu nie powiedzieliśmy. Musiałam to zrobić, żeby myśleli, że mnie nastraszyli. Niedługo pewnie przyjedzie Tasza, aby cię odzyskać. W tedy ją złapiemy i jeden problem z głowy.
- Ale dlaczego mi nie powiedziałaś? Mogłaś poczekać do jutra. Wiesz, jak ja cierpiałem?
- Przepraszam kochanie.- złapałam go za rękę.- Nie mogłam czekać. Ona dała mi czas do jutra. Poza tym, gdybyś wiedział, że to tylko tak na niby, nie zachowywał byś się naturalnie. Mogliby zacząć coś podejrzewać. A tak dostali czego chcieli.
- No dobra.- Lissa już trochę ochłonęła.- A co z Robertem? Przecież to on jest największym problemem.
- Trzeba go znaleźć. On jest słaby, dlatego atakuje za pomocą ducha. W realnym świecie szybko go pokonamy i złapiemy.
- Zaangażuję wszystkich, którzy się tym zajmują.- ożywiła się moja przyjaciółka.- Zapłaci za wszystko.
Cieszyłam się, że morojka chce nam pomóc, ale zaniepokoiła mnie nuta nienawiści i wrogości w jej głosie. Może też trochę szaleństwa. Rozumiem, jest wściekła na niego. Ja też, ale dla mnie to normalne. U niej taki ton słyszałam bardzo rzadko. Kiedy była tak zła, że mrok, wywołany duchem przejmował nad nią kontrolę. Ostatni raz widziałam ja w takim stanie na początku wiosny tego roku, gdy torturowała Jessego. W tedy wzięłam jej szaleństwo na siebie. Tak naprawdę, to dzięki temu, Dymitr miał okazję wyznać mi miłość i po tym przeżyłam swój pierwszy raz. Odkąd nie mam więzi z Lissą, nie mogę zabierać od niej negatywnych skutków ducha. Przed koronacją zapewniała mnie, że poradzi sobie z tym, ale w tym momencie zwątpiłam w to. Martwiłam się o nią.
- To kiedy do mnie wrócisz?- przerwał moje rozmyślanie Dymitr. To urocze, że już za mną tęskni. Jednak nie wszyscy są tego samego zdania.
- Coś taki nie cierpliwy, Bielikow?- zaśmiał się drwiąco Adrian.- Może jak pobędziesz sam, docenisz jakie masz szczęście i może nie pozwolisz jej drugi raz odejść. Szkoda stracić takiego anioła, co nie.- domyśliłam się, ze w jego szklance, nie ma wody, tylko jest wódka. I że trochę już jej wypił.
- Zamknij się Adrian. Co ty wiesz o stracie?- bronił się mój ukochany.
- Uwierz mi, wiem dużo. Ja nigdy jej nie odrzuciłem, a mimo to, wybrała ciebie. Gdyby nie ten głupi Robert, teraz to ja byłbym na twoim miejscu.
Wiedziałam, że nie wybaczył mi do końca, ale to co powiedział było przesadą. Musiałam wkroczyć, bo robiło się niebezpiecznie. 
- Adrian dosyć. Kochanie, nie przejmuj się tym co on plecie. Jest pijany. - znowu zwróciłam się do Iwaszkowa. - A tobie radzę uważać. Przypominam, że mam na koncie więcej strzyg niż połowa Dworu razem wzięta. Może cię nie zabiję, ale mogę lekko zabarwić twoją buźkę. I gwarantuję, że zejdzie ci ten uśmieszek z twarzy.
Jego uśmieszek już zszedł. Oto prawdziwa Rose Hathaway. Ze mną się nie zadziera. Adrian patrzył na mnie ze strachem. Wiedział, że nie żartuję. Po chwili padł mi do stóp i zaczął przepraszać, kłaniać się, wysławiać mnie, jaka to nie jestem cudowna i w ogóle robić z siebie większego debila niż był w rzeczywistości. Ciekawi mnie, jak by się zachowywał, po litrach rosyjskiej wódki. Myślę, że ten trunek zawalił by go z nóg, po jakichś dwóch flaszkach. Wiem co mówię, piłam ją podczas wizyty w Bai. Nie wiem, jak Dymitr mógł codziennie pić tego trzy butelki i mieć rano siłę odwiedzić mnie w szpitalu. Bo przycisnęłam go i wyznał, że właśnie tyle pił. 
Patrzyłam na popisy moroja z triumfem i wyższością. Do moich uszu dotarł śmiech Lissy. Po prostu, turlała się po podłodze, nie mogąc przestać się śmiać. Ale, kiedy spojrzałam na ukochanego, przeszła mi ochota na podziwianie tego przedstawienia.
- Dobra dosyć Iwaszkow. Teraz kłaniaj się Lissie i przepraszaj ją za to, jakim byłeś idiotą w ferie zimowe.- tak też zrobił.
Przyjaciółka została przyczepiona do podłogi, wybuchami śmiechu. Chwilę na to patrzyłam, po czym pociągnęłam Dymitra za rękę i wyszliśmy na dwór. Ukochany nie opierał mi się. Chyba potrzebował pobyć ze mną, sam na sam. 

ROZDZIAŁ 34

Wybaczcie, że tak późno. Wcześniej nie było mnie w domu. Wiem, że wiele osób będzie chciało mnie zabić ( pewnie pierwsza będzie Mańka). A tak po za tym, życzę miłego czytania i komentowania. Błagam oszczędzicie mnie.  :-*
________________________________________
Siedziałam w komnacie Lissy razem z królową i Mią. Ustalałyśmy szczegóły ceremonii ślubnej. Zaczęliśmy ode mnie.
- Na druhny chciałabym wziąć Jill, Sonię, Sydney i siostrę Dymitra, Wiktorię. Trzeba tylko je poprosić. Myśleliśmy, żebym obrączki ślubne niósł Pawka, siostrzeniec Dymitra.
- Ja zajmę się salą, kościołem i wieczorem panieńskim.- stwierdziła Lissa.- A kogo Dymitr chce na świadka?
- Michela. To jego najbliższy przyjaciel na Dworze.
Spojrzałam na kartkę z rzeczami do przygotowania, którą zrobiła królowa. Druhny, świadkowie. Następne punkty to ubranie i poczęstunek
- Suknie później uszyją dla was krawcowe z Dworu. Tort upiecze najlepszy kucharz, a buty zrobi szewc.- przyjaciółka odhaczyła kolejno punktu.
- Dymitra ucieszą róże. Najlepiej czerwone, ale ja sama chcę mieć białe. 
- A gdzie robimy wesele?- wtrąciła Mia.
- Mówiłam, że to ja załatwię. Wy tylko wybierzcie sobie imicz.- uśmiech nie z chodził z twarzy starszej morojki.
-Okey.- zgodziła się druga panna młoda.- To ja na druhny wezmę. Hymn... jakieś propozycję.- i tu zaczął się problem.
Nie miała poza nami, nikogo tak blisko zaprzyjaźnionego. W akademii trzymała się osób, które robiły ją popularną. Ale nie wzięła by ich na druhny. 
- Hej, a może Jill i Sonia będą twoimi, a Sydney i Wiktoria moimi.
- Na prawdę chcesz mi je oddać?- spytała z niedowierzaniem. 
- Jeśli się zgodzą.
- Dziękuję!- morojka rzuciła mi się na szyję.
- No dobrze.- przerwała te czułości nasza królowa.- A co ze świadkami?
- Mason chciał poprosić Eddiego, a ja poproszę moją kuzynkę z Włoch, Clarie. 
- To świetnie. Chętnie poznamy twoją rodzinę.- uśmiechnęłam się promiennie.
- Oczywiście.- Liss odwzajemniła uśmiech.- Trzeba jeszcze wysłać zaproszenia.
- Zaproszenia na ślub dampirów i morojki z nie arystokratycznej rodziny, od samej królowej. Nikt nie odważy się odmówić.- zaśmiałam się, a dziewczyny zawtórowały mi.
Gadaliśmy tak jeszcze jakieś pięć godzin. Dopracowałyśmy każdy szczegół uroczystości. Lissa pokazała nam z 20 wzorów zaproszeń, 70 rodzajów kwiatów i 40 różnych tortów. Nie wiem jakim cudem, ale udało nam się to wszystko przez trzy godziny. Resztę czasu zajęło nam wybieranie ubrania. Co to było?! Królowa pokazała nam zdjęcia dokładnie 183 sukien z których mogłyśmy wybierać, coś zmieniać lub wzorować się na nich i zrobić własną. To było czyste szaleństwo. Ale miło było spędzić z nimi czas. Nie wiem, kiedy znowu będziemy miały chwilę, żeby za sobą pobyć.
Właśnie wróciłam do domu. Dymitra nie było. On kończy warte za jakąś godzinę. Chciałam trochę się odświeżyć, więc poszłam do łazienki. Lecz, kiedy przechodziłam przez sypialnię, w oczy rzuciła mi się kartka na łóżku. Myślałam, że to od Dymitra. Jednak pomyliłam się.

Droga Rose.
Mam nadzieję, że wczorajszy prezent ci się podobał. To dopiero początek. Zniszczę ci życie, chyba że oddasz mi Dimke. Masz ostatnią szansę. Jeśli tego nie zrobisz, nawet on nie uratuje waszego dziecka. I lepiej bądź rozsądna, chyba że chcesz wrócić do szpitala.
R.D. i T.O.

No tak, mogłam się spodziewać, że to ich sprawka. R.D i T.O- Robert Doru i Tasza Ozera. Zaczynam sądzić, że Christian jest, chyba jedynym nie szkodliwym z tego rodu. Co ja mam zrobić? Nie chcę stracić Dymitra. Ale i dziecko jest dla mnie ważne. Następnego możemy nie mieć. W sumie, to nie wiemy, na czym polega ta magia. Ale, nawet jeśli możemy mieć więcej, to im też będą grozić. Nie mogę na to pozwolić. Chcę, żeby mój ukochany i dziecko byli bezpieczni. Pozostaje mi tylko jedno wyjście. Chwyciłam telefon i wybrałam numer. Po trzech sygnałach usłyszałam głos ojca. 
- Rose, coś się stało?
- Nic, tylko... Tato? Mogę u ciebie zamieszkać na kilka dni?
- Oczywiście kochanie. A co pokłóciłaś się z Bielikowem. Bo jeśli on cię skrzywdził...
- Nie!- przerwałam, bo w wyobraźni już widziałam, jak wyciąga strzelbę.- To nie jego wina. Wytłumaczę ci, jak się wprowadzę, jeśli obiecasz, że to zostanie między nami.
- No dobra. A kiedy będziesz gotowa?
- Za jakieś półtora godziny spotkajmy się w garażu.
- Okey, to do zobaczenia. 
- Pa.- Rozłączył się, a ja zaczęłam się pakować. Byłam gotowa godzinę później, ale chciałam zaczekać na Dymitra. Nie wiem jak ja mu to powiem. Tak bardzo się cieszył. Ze ślubu i dziecka. A teraz zostanie sam, ale to jedyne wyjście, żeby dali nam spokój. Przynajmniej Tasza. Robert ma pewnie inny pomysł na zemstę. Ten plan nic mu nie daje, poza tym, że oddziela nas. Ale jeszcze ich dorwę. Zapłacą za rujnowanie mi życia. Z Rose Hathaway się nie zaczyna, a tym bardziej z osobami, które kocha. Tasza przekona się o tym pierwsza, kiedy Dymitr ją odrzuci i może odda w ręce strażników. Roberta też da się znaleźć. On strasznie się wywyższa, bo myśli, że jak wejdzie komuś do głowy, to jest niepokonany. Ale w realnym świecie jest niczym. 
Moje przemyślenia przerwał dźwięk otwieranych drzwi. 
- Hej, już jestem.- Dymitr podszedł i pocałował mnie. Zauważył, że coś jest nie tak.- Roza, co się dzieje?
- Dymitr, ja muszę odejść. - poczułam pieczenie pod powiekami. Dymitrowi zrzedła mina.
- Nie rozumiem. Roza, czy ty chcesz mnie zostawić?- jego oczy rozszerzyły się z niedowierzaniem. Te cudne oczy, które tak bardzo kocham. - Nie rób mi tego. Czy ja coś zrobiłem nie tak? Obiecuję, że się poprawię. - w jego głosie wyczułam panikę. Nie wiedział co mną kieruje. 
- To nie twoja wina. Po prostu tak będzie lepiej. 
- Dla kogo?
- Dla ciebie i dziecka. Będziecie bezpieczni. Może ułożysz sobie życie z Taszą.
- Wiesz, że to nie prawda. Nikogo nie będę kochał, tak jak ciebie. Nie mogę bez ciebie żyć. Dlaczego to robisz? Chodzi o groźbę Taszy? Nie przejmuj się nią. Nie pozwolę, żeby coś się wam stało.
- Dymitr, nie utrudniaj tego, co i tak nie jest proste. To moja decyzja i nic mnie nie przekona.- głos mi się łamał, ale nie pozwoliłam kroplą spływać na policzki.- Przepraszam, ale muszę. Mam nadzieję, że mnie rozumiesz. I mam do ciebie prośbę. Powiedz jutro Lissie, że ślubu nie będzie.- na jego twarzy malowała się rozpacz.
Jego całe życie odchodzi. Wiem, że bardzo cierpi, ale nie mam innego wyjścia. "Dla niego i dziecka" powtarzałam sobie.
- Dymitr, bądź silny. Nie chcę, żebyś zaniedbywał obowiązki z mojego powodu.
- Pocałuj mnie. Ten ostatni raz, chce poczuć to uczucie, które zapamiętam na zawsze.- zdziwiło mnie to, ale sama nie mogłam wyjść bez tego.
Potrzebowałam go jak powietrza. On mnie też. Jednak najważniejsze jest bezpieczeństwo jego i dziecka. Podszedł do mnie i nachylił się. Nasze wargi spotkały się w długim i namiętnym pocałunku, pełnym miłości, rozpaczy i tęsknoty. Już za nim tęskniłam. W końcu, niestety, pocałunek się skończył. Nie mogłam spojrzeć mu w oczy.
- Ja tiebia liubliu Roza.- szepnął mi do ucha.
Aż za dobrze znałam ich znaczenie. Kocham Cię Roza. Tym razem nie udało mi się powstrzymać łez. Mokre krople spływały mi po policzkach.
- Wybacz mi. I nie szukaj mnie.
Otarł moje łzy kciukami, unosząc delikatnie moją twarz do góry. Spojrzałam w jego oczy i zobaczyłam krople. Po raz pierwszy widzę, żeby Dymitr płakał.
- Żegnaj.
Odsunęłam się, wzięłam walizki i wyszłam, nie oglądając się za siebie. Wiedziałam, że gdybym to zrobiła, nie mogłabym odejść.

czwartek, 4 lutego 2016

ROZDZIAŁ 33

Wybaczcie, że tak późno, ale miałam problemy z internetem. Mam nadzieję, że się podoba.  :-*
_____________________________
Przed moimi oczami przewijały się koszmarne obrazy. Widziałam przeszłość. Lissę torturowaną przez Daszkowa, potem dręczącą Jessego, wypadek w którym zginęła rodzina mojej przyjaciółki, Dymitra zaatakowanego przez strzegą, podczas akcji ratunkowej, kruka w pokoju, śmierć Wiktora, martwe ciało Masowa, jak on zginął w Spoken. Bardzo cierpiałam. Czemu on! Był dla mnie jak brat. Całkiem zapominałam, że on już żyje. Jenak tamten ból został. Nigdy nie zapomnę tego uczucia, gdy trzymałam jego bezwładne ciało. Następne obrazy przedstawiały mojego ukochanego jako strzygę, potem bawiącego się z dziećmi, ale nie moimi, tylko Taszy. 
Poczułam, że ktoś szarpie mnie za ramiona. 
- Roza, obudź się! Roza.- do mojej świadomości dotarł spanikowany głos.
Zerwałam się, otwierając oczy. Dymitr objął mnie i w tedy zorientowałam się, że po moich policzkach cienką łzy. 
- Już wszystko dobrze, jestem tu. Spokojne Roza. Nie pozwolę, żeby coś ci się stało. To Tasza?
- Tak.- powiedziałam przez łzy. Ale jak zobaczyłam minę Dymitra, poprawiłam się.- To znaczy nie. Znaczy tak, ale nie tak jak myślisz.- jąkałam się.
Opowiedziałam mu sny. Kiedy skończyłam przytulił mnie mocniej. Teraz tylko on mógł mi pomóc. Jego bliskość, miłość, czułość. Pocałowałam go namiętnie. Odwzajemnił gest. Jego pocałunki były pełne wsparcia, ale i tęsknoty. Wiedziałam, że chce czegoś więcej, ale nie okazywał tego. Nie chciał naciskać. Jednak, ja też za nim tęskniłam. Za dotykiem, smakiem. W końcu pragnienie zawładnęło nami. Całowaliśmy się coraz namiętniej. Odczytał moją potrzebę bliskości i zaczął zdejmować moją bluzkę. Płonęłam pod jego dotykiem. Zszedł ustami na moją szyję.
- Roza- szeptał co pocałunek.
Jak ja uwielbiam ten akcent. Nasze wszystkie ubrania wylądowały na podłodze, a my znowu byliśmy jednością, po tak długim czasie. Te tygodnie były prawdziwą udręką. Bez jego dotyku, pocałunków, tylko głos. Nawet nie mogłam go zobaczyć. To było większe cierpienie niż tortury w śnie. Ból psychiczny jest gorszy od bólu fizycznego.
Kochaliśmy się długo i namiętnie. Liczyliśmy się tylko on i ja. Gdy byliśmy już zmęczeni, usnęliśmy, spleceni w miłosnym uścisku. Byliśmy blisko siebie. Dwa ciała tworzą jedno. I tylko jedna dusza znów złączona z dwóch części. Tak jak zawsze powinno być. Nic więcej mi do szczęścia nie trzeba. No może w tym momencie. Kocham go.

ROZDZIAŁ 32

Kiedy tylko otworzyłam drzwi do sypialni, usłyszałam krzyk. Tyle, że to był mój wrzask. Pół sekundy później stał przy mnie Dymitr.
- Roza co się dzieje?- w jego głosie było słychać strach.
Ja sama ledwo stałam na nogach. Drżącą ręką wskazała na okno, a raczej na to co pod nim było. Dymitr zakrył usta dłonią w szoku. Na podłodze leżał kruk z poderżniętym gardłem. Podeszłym na chwiejnych nogach i opadłam przy nim na kolana. Wyciągnęłam dłoń. 
- Roza.- ukochany próbował mnie odciągnąć, ale zignorowałam go.- On może być chory. Zostaw go.
- To niemożliwe.- szeptałam w szoku.- To nie może być on. Przecież to było w akademii. Kto to zrobił? Jak go znalazł?
- Kochanie, o czym ty mówisz? Przecież to zwykły kruk. Chodź tu do mnie.- Tym razem dałam się przyciągnąć i wtuliłam się w jego pierś.- Wszystko już dobrze. Ktoś chce cię tylko nastraszyć. To zwykły kruk. 
- Wcale nie.- do moich oczu napłynęły łzy.- On jest inny. On był naznaczony pocałunkiem cienia. 
- Spokojnie Roza, jesteś w szoku. To zwykły kruk. 
- Nie! Nie wierzysz mi?- odsunęłam się od niego i w tym momencie krople zaczęły spływać mi po policzkach.- On został ożywiony przez Lissę. Dawno temu, jeszcze przed ucieczką. A potem się zaczęło.- powróciły do mnie wspomnienia. 
- Skąd to wiesz?- znowu mnie objął i przytulił.
- Nie jestem pewna. Po prostu wiem. Jego spojrzenie jest takie inne. Spotkałam go rok temu, po tej akcji z Natalie. Wtedy też zwróciłam na to uwagę. Patrzył na mnie inteligentnym wzrokiem.
Popatrzyłam na ptaka i wyciągnęłam rękę. Dymitr chciał mnie powstrzymać, ale nie pozwoliłam mu. Moja dłoń opadła na jego głowę i zsunęła się w stronę dzioba, zamykając jego oczy. Rozpłakałam się na dobre. Mój narzeczony kołysał mnie, głaszcząc po włosach i szepcząc coś po Rosyjsku. Wie, że to uwielbiam. Uspokoiłam się trochę, lecz łzy nie chciały przestać mi lecieć. Dymitr podniósł się ze mną w objęciach i położył mnie na łóżku. Byłam jak lalka. Tylko leżałam i poddawana się wszystkiemu co robił. On przebrał mnie w piżamę posprzątał pod oknem i położył się koło mnie, też już przebrany. Przyciągnął mnie do siebie, a ja zacisnęłam dłonie na jego koszulce. Nie płakałam, ale czułam się okropnie. Potrzebowałam teraz jego bliskości, jak jeszcze nigdy. Przed nim nie musiałam udawać silnej. Mogłam być sobą, a on i tak mnie kocha. Poczułam jak przykrywa nas kołdrą. Objął mnie mocniej i pocałował w czoło. Wciąż szeptał mi do ucha po Rosyjsku. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Ale wiem, że to nie była moja najlepsza noc życia. 

środa, 3 lutego 2016

ROZDZIAŁ 31

Cieszę się, że tak dużo osób mnie czyta, ale szkoda, że nikt więcej nie bierze udziału w konkursach.  Nikt nie ma pomysłu na napis, na obrączki ślubne? Proszę myślcie coś.  I osoby, które pisały imiona a nie podały e-mail, niech się poprawią, bo nie będę miała jak wysłać nagrody.  :-*
___________________________________________
Wracaliśmy w milczeniu do mieszkania. Zaczęłam rozmyślać nad naszym ślubem. Do drużby poproszę na pewno Jill i Sonię. Może Sydney też się zgodzi. Ostatnio widziałam ją w Rosji. Dobrze się trzyma. Zmieniła zdanie na temat pewnych "złych stworów nocy" jakimi są wampiry. Nawet się zaprzyjaźniłyśmy. Nie wyobrażam sobie nie zaprosić jej na ślub. Muszę też wybrać się na zakupy. Ale tym pewnie zajmie się Lissa. 
- A właśnie, - wyrwał mnie z zamyślenia Dymitr.- zgadzasz się na wyjazd do Bai w 9 miesiącu?
- Tak, to dobre rozwiązanie. Tylko ciągle obawiam się, jak pogodzić macierzyństwo ze służbą. 
- Roza. Jesteś bardzo silna i zawsze chcesz jak najlepiej dla wszystkich. Do tego twoje poczucie obowiązku robi z ciebie najlepszą strażniczkę. Jeszcze nigdy nie znałem kogoś takiego jak ty. Dlatego cię kocham. Poradzimy sobie. Po za tym, mamy dużo czasu, żeby o tym myśleć. Na razie cieszmy się chwilą, nie ważne co będzie dalej.
- Kiedyś tak nie myślałeś.
- I byłem bardzo głupi. Ale dzięki tobie, zmieniłem się. Przewróciłaś mój świat do góry nogami pięć razy przez jeden rok. Przez ten czas zwątpiłem we wszystko w co wierzyłem.
- A to źle?
- Nie. W tym wypadku to cudownie.
 Przysunął się bliżej i nachylił w moją stronę. Serce zabiło mi mocniej, a nasze usta spotkały się w namiętnym pocałunku.
- Masz rację. Pięć razy mówisz? To chyba rekord. Ale przez ostatni rok, życie wszystkich uległo zmianie. Jak to było u ciebie? Kiedy, że aż pięć?
-Pierwszy raz, gdy cię spotkałem. Nigdy nie sądziłem, że można kogoś, tak mocno pokochać. Drugi w stróżówce. Postanowiłem, że nie będę wyrażać uczuć. Ale wtedy zrozumiałem, że tylko oszukuję ciebie i siebie. Następnie, kiedy Lissa mnie odmieniła. Mój punkt widzenia obrócił się o 180°. Czwarty, to po ucieczce z tobą. Pomogłaś mi. Zacząłem żyć i kochać. Dalej nie wierzę, że mi wybaczyłaś to wszystko, co się stało na Syberii.
- A ja dalej myślę, że nie miałam czego ci wybaczyć. To nie byłeś ty.
- Teraz to wiem. Ale mówiłem ci, że wtedy byłem głupi. 
- A ten piąty raz?
- Kiedy powiedziałaś mi, że jesteś w ciąży. Nawet nie wiesz jakie to dla mnie ważne. Zmieniasz moje życie od pierwszego spotkania.
Znowu mnie pocałował. Właśnie wchodziliśmy do pokoju. Poczułam, że jestem głodna. No tak, przez dwa tygodnie byłam podłączona do kroplówki. Postawiłam torbę na podłodze i udałam się do kuchni. Tyle, że Dymitr mnie wyprzedził. 
- Idź się rozpakować, a ja zrobię coś do jedzenia. 
- Dobrze, bo nie powinnam zbliżać się do kuchenki normalnie, a co dopiero po tak długim czasie na łóżku. - Dałam mu całusa w policzek i skierowałam się do sypialni. Po drodze wzięłam torbę, ale zatrzymałam się, gdy mój wzrok padł na parapet. 
- Dymitr! Nie podlewałeś kwiatków? Wszystkie róże po usychały. 
-Co? A bo widzisz, byłem zbyt zajęty martwieniem się o ciebie.
 - I nie mogłeś myśląc o mnie, ich podlać.- zaczęłam wyrzucać je do śmieci .- Ale za to widzę, że miałeś czas podlewać siebie.
Spojrzałam na niego znacząco, kiedy otworzyłam śmietnik. Zajrzał do środka, a potem na mnie, z przepraszającym uśmiechem. W środku było chyba z 40 butelek po wódce. O tym nie raczył wspomnieć przy odwiedzinach.
- Dymitr, to mi się nie podoba.- nie byłam zła, ale zmartwiona.- Nie możesz załamywać się z tęsknoty. Co jeśli Lissa będzie musiała gdzieś wyjechać, a Christian zostanie? Nie chcę, żebyś się tak zaniedbywał z mojego powodu. 
- Ale kiedy ja nie mogę żyć bez ciebie. Wszędzie, gdzie nie byłem, zawsze coś mi ciebie przypominało. To był mój ratunek. Ale po tygodniu zmieniłem nastawienie. Mówiłem Ci. Wiedziałem, że to ci się nie spodoba, ale zapomniałem pozbyć się dowodów zbrodni. - uśmiechnął się niewinnie.
Westchnęłam, przewracając oczami. Jednak nie umiem się na niego długo gniewać. Gdy róże i butelki były po za naszym pokojem, a tym samym życiem, w końcu mogłam się rozpakować. Ciekawe róże mogą symbolizować dawną mnie, z czasów akademii. Zmieniłam się. Przeżyłam wiele złych wydarzeń, które zostawiłam za sobą, tak jak uschnięte kwiaty. Dziwnie, że o tym pomyślałam. Niekiedy mam takie przebłyski... Czego? Mądrości, filozofii? A może szaleństwa? Nie wiem, ale tak mi się zdarza.

ROZDZIAŁ 30

- E tam. Po prostu wiem jak się czujesz. Ja przechodziłam to samo z naszą miłością w akademii. Nie miałam komu powiedzieć, że Cię Kocham, ale nie możemy być razem, a ciążyło mi to niemiłosiernie. Więc gadałam do ścian. Zawsze tak robiłam. Gdybyś widział minę Lissy, gdy przyłapała mnie, na żaleniu się na przyjazd matki, jeszcze przed ucieczką z akademii.- roześmiałam się.
Dymitr też się uśmiechnął, ale nie z tego co powiedziałam, tylko tak słodko ze wzrokiem pełnym miłości. Pewnie myślał, że znowu znalazłam powód do radości. Pocałował mnie. Moje usta też zastygły w słodkiej minie. Długo wpatrywaliśmy się w siebie, w błogiej ciszy, napawając się naszą miłością. Uwielbiam takie chwile. 
- Wiesz co? Myślę, że Tasza czym bardziej chce nas od siebie oddalić, tym bardziej nas zbliża.- stwierdziłam.
- Roza jesteś niezwykła. Wszędzie widzisz dobre strony. Co ja bym bez ciebie zrobił?
Nagle rozległo się pukanie. Do pokoju wszedł lekarz, a za nim moi przyjaciele.
- Strażniku Bielikow, mogę prosić?- spytał doktor. 
- Oczywiście.- pocałował mnie w czoło i poszedł.
- Jak się czujesz?- Spytała Lissa. 
- Dobrze. Dzięki, że mnie uzdrowiłaś.- uścisnęłam przyjaciółkę.
- Rose, Mason mi się oświadczył!- Mia, cała w Skowronkach, pokazała mi pierścionek zaręczynowy.
- To super. Gratuluję.- udałam zaskoczoną. Nie wypadało powiedzieć, że przyjaciel przyszedł do mnie w sprawie zaręczyn.- Hej! A może zrobimy podwójny ślub?
- To świetny pomysł!- ucieszyły się moje przyjaciółki. 
- Ja wszystko przygotuję. Na kiedy chcecie uroczystość?
- Najlepiej jak najszybciej. Chcę się zmieścić w suknię ślubną.- pogłaskałam się po brzuchu i wszystkie się zaśmiałyśmy.- Lissa zostaniesz moim świadkiem?
- Z przyjemnością. 
- Hej, a może porozmawiacie o tym później?- wtrącił się Ozera.
- Zamiast nam zazdrościć, może sam byś się oświadczył Lissie. - odparowałam.
- Ja nie zazdroszczę. A oświadczę się kiedy przyjdzie czas.- próbował się wytłumaczyć.
Coś czuję, że czeka go długa rozmowa z młodą królową. W tej chwili na salę wrócił mój narzeczony.
- Mam dobre wieści.- powiedział na wejściu.- Lekarze uznali, że nic ci nie jest i za dwie godziny, po badaniach kontrolnych, będziesz mogła wyjść.
Ucieszyłam się. Z Lissą i Mią umówiliśmy się na następny dzień. Miałyśmy dużo do omówienia. Zabrali mnie na badania, a gdy wróciłam, przyjaciół już nie było. Znowu zostałam sam na sam z ukochanym. Rozmawialiśmy o Taszy i Robercie. Dymitr strasznie się o mnie bał. 
- A co jeśli to się powtórzy? Nie wytrzymał bym kolejnych dni bez ciebie. 
- Wiem, że się martwisz, ale co możemy zrobić. Przecież muszę spać.
- Wiem Roza, wiem. Musimy coś wymyślić. Nie pozwolę nikomu cię krzywdzić. 
- Ani ja ciebie- uśmiechnęłam się słodko. Jednak zaraz skojarzyłam fakty. A raczej nie, bo nic mi nie pasowało.- Czegoś nie rozumiem. Skoro Tasza chce cię odzyskać, to czemu wcześniej prawie cię zabiła?
- Nie wiem. Może blefowała? Albo zmieniła zdanie?
- Tak, na pewno.- nie ukrywałam sarkazmu w moim glosie.- Kocha cię, potem chce cię zabić, a na koniec znów cię kocha. Nie, to coś więcej. Pamiętajmy, że pomysłodawcą jest brat Wiktora Daszkowa. Jego intrygi nie były jedno warstwowe. Każde posunięcie, może maskować coś istotnego. 
- Nie wiem. Zastanowimy się nad tym później. Nawet nie wiesz, jak się cieszę. Tak strasznie się o ciebie bałem. - przytulił mnie mocno.
- Spokojnie Towarzyszu. Myślisz, że mogłabym was tutaj zostawić samych? Zanudzili byście się beze mnie.- uśmiechnęłam się.- No, ale teraz muszę się zbierać. 
Wstałam z łóżka, ale zapomniałam, że dwa tygodnie leżałam bez ruchu. Zachwiałam się i gdyby nie szybka reakcja Dymitra, upadła bym na podłogę. 
-Trzymam cię. Roza powinnaś bardziej na siebie uważać. 
 Z jego pomocą, podeszłam do torby, którą przyniósł mi podczas pierwszej wizyty. Znalazłam tam ulubioną bluzkę i spodnie. Wzięłam ubrania i udałam się do łazienki. Na półkach stały moje kosmetyki. Pewnie postawił je tam mój ukochany, kiedy mnie tu przywieźli. Szybko się wyszykowałam i wróciłam do pokoju. Potem poszliśmy odebrać wypis i do domu. 

wtorek, 2 lutego 2016

ROZDZIAŁ 29

A oto trzeci, obiecany dzisiaj rozdział
_______________________________
Słyszałam każde jego słowo, każde wyznanie, przemyślenia, historie. Wszystko co mówił. Wiele z nich mnie wzruszyło. Chciałam zakończyć jego cierpienie wcześniej, ale nie umiałam. Nie miałam siły. Dymitr usiadł na brzegu łóżka, jak najbliżej mnie i pogłaskał mój policzek. 
- Jak się czujesz?- Spytał z troską. 
- Jestem trochę głodna, ale ogólnie to jest w porządku. Ile tu leżę?
- Dwa tygodnie. Twoje badania są prawidłowe tylko czekaliśmy, aż się obudzisz. Najpóźniej za dwa dni cię wypuszczą.- ucieszyłam się, że tak szybko, ale wtedy coś mi się przypomniało. Usiadłam i popatrzyłam mu w oczy. 
- Co z dzieckiem?
- Spokojnie, wszystko jest w porządku. Lekarz uważa, że nie powinienem się o to pytać, ale muszę. Pamiętasz co się wtedy działo? To była Tasza, prawda?
- Prawie ją pokonałam ale wtrącił się Robert. Przywiązał mnie do krzesła, a ja nie mogłam się uwolnić, bo palił mi nogi, a Tasza wbiła mi sztylet w rękę.- na wspomnienie tego snu poczułam pieczenie pod powiekami.- Ból był za silny. Nie wiem co się stało. Po pewnym czasie nie czułam bólu. Ostatnie co pamiętam to twój głos.- po policzkach popłynęły mi łzy. Mimowolnie uśmiechnęłam się.- Ha, ja też mam uczucia. Kocham Cię.
- Nie płacz Roza. - przytulił mnie mocno.- Nie powinienem był się o to pytać. 
- Ona groziła, że jeśli cię nie zostawię, zrobi krzywdę dziecku. 
- Nie przejmuj się. Wszystko będzie dobrze. Jestem tu i nigdy cię nie opuszczę. Nie pozwolę jej więcej zbliżyć się do ciebie.
- Ciekawi mnie jedna rzecz.- zmieniłam temat, gdy trochę ochłonęłam.- Jak oznajmiłeś reszcie, że spodziewam się dziecka, opisałeś reakcję mojej matki. A co na to Abe?
- Ostatnio dowiedziałem się, że chciałby, żebym mu towarzyszył w spotkaniu w interesach, jako najlepszy strażnik. Christian oczywiście niczego się nie domyślił i pozwolił mi jechać. W końcu to tylko jeden dzień. Kolejny sam na sam z twoim ojcem.
- Już zastanawiasz się nad wyjazdem na Syberię?- zaśmiałam się. 
- Tylko jeśli pojedziesz tam ze mną.- pocałował mnie namiętnie.- Ale on mnie tam też znajdzie.- zaśmiał się.
Uwielbiam ten dźwięk, który pieści moje uszy.
- Pamiętasz jak mówiłem, że zawsze znajdziesz iskierkę radości?- potwierdziłam skinieniem głowy. Pamiętam każde jego słowo.- Teraz potwierdziłaś moje zdanie.
Uśmiechnęłam się promiennie. Lecz w jednej chwili spoważniałam. Dymitr to zauważył. 
- Roza, co się dzieje?
- Dymitr, czy jak bym nie... Gdyby nie dało się mnie uratować i...- te słowa nie chciały mi przejść przez gardło, ale wiedziałam, że zrozumiał.- Czy ty naprawdę byś... umiał byś pozbawić się życia? 
- Roza, kiedy ci to mówiłem tak, ale miałem czas do przemyśleń. Ty byś tak nie zrobiła. Nie chciałabyś też, żebym ja to uczynił. Jesteś silna, a ja słaby. Bez ciebie nic nie znaczę. Jesteś mi potrzebna jak powietrze. Ale śmierć nie jest uwolnieniem, tylko prostszym wyjściem. Jesteśmy najlepszymi strażnikami. Moroje nas potrzebują.Strata jednego strażnika to katastrofa w czasie, kiedy i tak jest nas mało. A co dopiero dwóch. Poza tym wiem, że powinienem wtedy zadbać o bezpieczeństwo królowej. Chronić ich. To jest nasze zadanie, które byłoby moim ratunkiem. Ale nie rozmawiamy teraz o tym. Żyjesz i tylko to się dla mnie liczy. Kocham Cię Roza.
- Nie jesteś słaby. Odwiedzałeś mnie tutaj dzień w dzień. Wierzyłeś, że wszystko będzie dobrze. Nie złamałeś się przez dwa tygodnie. Twoja siła dała mi motywację. Mówiłeś mi wszystko co myślisz. Wiedziałeś, że wygram, że wrócę do ciebie. Dziękuję. Nie wiesz ile to dla mnie znaczy.
- Są rzeczy, których nie powinienem był mówić. Nie powiedział bym ich ci prosto w twarz. Zawsze mnie idealizowałaś, a teraz pokazałem swoją słabość. Chciałem być dla ciebie idealny, ale nie jestem. - zasmucił się.
Myślał, że mnie zawiódł. Pocałowałam go w policzek.
- Jesteś uroczy- popatrzył na mnie zdziwiony, ale z nadzieją, że jednak się myli.- Nie zawiodłeś mnie. Potrzebowałeś z kimś pogadać, ale nie miałeś z kim. Nikt nie jest dla ciebie na tyle ważny, że możesz mu zaufać. Tylko ja. Dla tego to ja cię słuchałam. Każdy ma wady, ale nie każdy ma odwagę się do tego przyznać. To ci pomagało. Mogłeś usłyszeć swoje myśli i nie czułeś już tak ich ciężaru. Na tym polega miłość. Na dzieleniu się nie tylko radością, ale i chwilami smutku. Też cię kocham.
- Jesteś bardzo mądra i jak zawsze przejrzałaś mnie. Teraz to ty mi pomagasz radami i pocieszasz mnie w chwilach smutku. Jesteś niesamowita.

ROZDZIAŁ 28

Hurra!! Dzisiaj miałam 1000-czne wejście na bloga. Dziękuję wam za to. Aby to uczcić, dzisiaj będzie nie jeden, nie dwa, ale trzy rozdziały. A oto drugi. 
__________________________________________
Dzisiaj miałem trzeci dzień pracy. Każdy jest taki sam. Wstaję. Tym razem coś jem. Idę zobaczyć do Rozy. Warta. Potem znowu wizyta w szpitalu, a na koniec powrót do domu, kolacja i spać. Ponowna służba pomaga mi się uspokoić. Codziennie opowiadam Rozie co dziś robiłem, licząc, że się obudzi. Lekarze mówią, że może to potrwać jeszcze dwa tygodnie. Na szczęście nie zagraża to ciąży. Wierzę w to, że się obudzi, ale i tak się o nią boję. Moje życie jest takie puste bez niej. Bez jej żartów, uwag, wybuchów, pocałunków. Z nią każdy dzień był inny. Nigdy nie mogłem się spodziewać co się dziś stanie. Tylko czemu los się tak na nas uwziął. Ciągle ktoś chce nas zabić, powstrzymać, torturować. Czemu my. Jest tyle osób, które nie mają żadnych problemów, a my, z naszym poplątanym życiem uczuciowym, mamy ich w brut. To jest nie sprawiedliwe. A najwięcej cierpi moja mała Roza. Nikt nie przeżył tyle co ona. Gdy tylko coś zaczęło się układać, ktoś musiał to zniszczyć. To wszystko budowało jej charakter, ale za jaką cenę. A ona zawsze miała siłę na żarty. Znalazła cień uśmiechu, którym podnosiła wszystkich na duchu i którego tak mi brakuje. Nie chcę więcej patrzeć na jej cierpienie. Nie chcę jej stracić. Chcę móc jej pomóc i ją bronić. Teraz wygląda tak spokojnie, jakby spała. 
- Roza. Tak bardzo za tobą tęsknię. Wszyscy tęsknią. Każda noc bez ciebie jest cierpieniem. Wszyscy myślą, że jestem opanowany, że dobrze radzę sobie z uczuciami, ale to nie prawda. Ty mnie znasz, wiesz jaki jestem naprawdę. W ciągu dnia staram się być silny. Dla ciebie, kochana. Wiesz jaki jestem na służbie. Ale w domu nie umiem panować nad tym. Za dużo jest ciebie, a jednocześnie za mało. Godzinami wylewam łzy w poduszkę, prosząc, aby to był tylko sen. Liczę, że obudzę się koło ciebie, że będziesz bezpieczna w moich ramionach. Tobie mogę to powiedzieć. Ty mnie zrozumiesz, nie będziesz oceniać jak inni. Sama wiesz, że strażnicy też mają uczucia. A moje do ciebie są najsilniejsze. Wcześniej tylko raz płakałam. Po tym jak Lissa mnie odmieniła. Pomogłaś mi wtedy. Teraz ja chcę pomóc tobie.
Przez cały czas trzymałem jej dłoń. Drugą ręką postanowiłem dotknąć tych cudownych włosów. Uwielbiam je od zawsze. To ja powiedziałem, żeby ich nie ścinała. Jedwabiste w dotyku kosmyki rozpieszczały moją dłoń, kiedy przypadkiem dotknąłem jej czoła. Dostrzegłem, że kąciki jej ust poruszyły się lekko w górę. Nie dostrzegalny ruch, który zauważyły moje czujne oczy dampira. Pobiegłem do lekarza, który powiedział, że to dobry znak. Za kilka dni może się obudzić.
***
Właśnie miałem wartę, więc byłem w sali tronowej z Christianem i Królową, kiedy przez drzwi wpadł jakiś dampir. Nie znałem go.
- Wasza Wysokość.- ukłonił się.- Strażnik Bielikow jest proszony do szpitala.
Od razu się zerwałem. Spojrzałem pytająco na podopiecznego. Ozera kiwną głową na znak zgody i już mnie nie było. Popędziłem do szpitala najszybciej jak umiałem.
Przed salą Rozy zatrzymał mnie lekarz. 
- Obudziła się?- spytałem.
Godziny biegania sprawiły, że mogę pędzić kilometrami i nie mieć zadyszki. 
- Tak, proszę wejść.  
Otworzyłem drzwi. Roza leżała patrząc w sufit. Spojrzała na mnie, a ja podszedłem do jej łóżka i się pochyliłem. Zanim zdążyła coś powiedzieć, pocałowałem ją namiętnie.
- Roza. Tak bardzo się o ciebie bałem.
- Wiem.- jej cudowny, melodyjny głos pieścił moje uszy.- Słyszałam każde twoje słowo.

ROZDZIAŁ 27

Postanowiłem zmienić moje dotychczasowe zachowanie. Po pierwsze odstawić alkohol, zanim się od niego uzależnię, a to by się Rozie nie spodobało. Zawsze uwielbiała, jak ją tak nazwałem. To przypomniało mi naszą pierwszą noc. Nie mogłem wtedy uwierzyć, w to co się dzieje. I nie chodzi o to, że działaliśmy pod wpływem zaklęcia, ale o to, że zaklęcie zadziałało. Od początku wiedziałem, że coś do niej czuję, ale myślałem, że to jednostronne uczucie. "Czyżby poczuła coś do swojego mentora" myślałem. No bo co ona mogłaby we mnie widzieć? Teraz ja nie widzę nic po za nią. Moja Roza. "Weź się w garść Dymitr.- upomniałem się w duchu.- Zrób to dla niej" przed oczami stanął mi obraz, który tak często mi się śnił "To jest jeszcze możliwe. Wystarczy uwierzyć". To dodało mi sił. Drugie postanowienie, to zmierzyć się z jej rodzicami i przyjaciółmi. Byłoby łatwiej porozmawiać tylko z tymi drugimi, ale dosyć prostych rozwiązań. Te tylko w ostateczności. Dla Rozy. Po raz kolejny miała rację. Ja nie wybieram łatwych dróg. Mogłem od razu poddać się uczuciu do niej, to było proste. Ale ja z tym walczyłem. Jeśli coś ma się stać, to się tego nie powstrzyma. Jednak nie warto się poddawać od razu, bo to już jest porażka. Oni też mają prawo wiedzieć. Zaprosiłem wszystkich do naszego mieszkania. Mason i Mia wrócili, gdy tylko dowiedzieli się, co się stało. Przykro mi było przerywać ich urlop, ale mieli prawo wiedzieć. Mówiłem, że nie muszą przyjeżdżać, jednak oni się uparli. Jednak przyjechali już jako narzeczeństwo.
Roze ucieszyłoby, gdybyśmy wzięli podwójny ślub. Ale takie plany to później. Wszystko sobie przygotowałem na przyjęcie gości. 
- Ciesze się, że zdołaliście wszyscy przybyć.- powiedziałem, gdy już wszyscy się pojawili.
- Nie moglibyśmy ci odmówić. Tu chodzi o Rose.- Odezwała się Jill.
Była wdzięczna mojej ukochane za odkrycie jej pochodzenia. Na początku pochodziła do tego sceptycznie, ale w końcu zbliżyła się do siostry i bardzo się pokochały.
- Dokładnie. Więc już niektórzy wiedzą, a reszta dowie się teraz. Otóż Rose i ja zaręczyliśmy się.- Spojrzałem nie pewnie na jej rodziców. Na razie patrzyli na mnie z powagą, czekając co wydarzy się dalej.- I podczas naszych zaręczyn wydarzyło się coś niezwykłego...
O powiedziałem im o Lunie, pokazałem znamię i powtórzyłem, co powiedziała nam moja babka.
- I wiecie już co daje wam to błogosławieństwo?- spytała zaciekawiona Lissa.
Zawsze interesują ją rzeczy, związane z magią, której nikt nie zna i nie rozumie. 
- Tak. Dowiedzieliśmy się przed tym hymn... wypadkiem. Wieczorem Rose powiedziała mi, że jest w ciąży.- zebrani wyciągnęli powietrze- A ja wierzę, że mnie nie zdradziła. To będzie nasze dziecko.
Wszyscy osłupieli. Abe patrzył na mnie morderczym wzrokiem, a Janine z niedowierzaniem. Pewnie myśli, jak pogodzić to ze służbą. 
- Przecież ona jeszcze nie zaczęła czynnej służby. Jak wy to sobie wyobrażacie?- zgodnie z moimi przypuszczeniami, jej matka pomyślała o służbie.
- Poradzimy sobie. Nie pozwolę, żeby macierzyństwo przeszkodziło nam w obowiązkach. Rose sama tego dopilnuje. Dla niej służba jest najważniejsza.
- Ma to po mamusi- Wtrącił dziwnie beztrosko Abe. Chyba czeka mnie kolejna rozmowa z przyszłym teściem.
- No dobra, czyli że sami będziecie wychowywać dziecko?- dopytywała strażniczka.
 - Oczywiście. Innej opcji nie bierzemy pod uwagę.
- Chwilę. - Tym razem odezwała się królowa. - Jesteście pierwszą parą dampirów, którzy mogą mieć dzieci. To wiele zmienia. Inni mają prawo wiedzieć. Też mogą chcieć założyć rodzinę.
- To byłoby sprawiedliwe, ale i ryzykowne. Niektórzy mogli by odejść ze służb i założyć rodziny. Już nie chcieliby was chronić, jeśli nie byłybyście potrzebni do podtrzymania gatunku.- zaoponowałem.
- Poza tym, nie wiadomo czy to się uda. Wy dostaliście ten dar, ponieważ znałeś Lunę. Przecież nie będą błogosławić każdą parę jaka ich odwiedzi. - poparł mnie Mason.
- Więc co zamierzacie zrobić? Jak Rose tylko urodzi, zaczną się pytania. Mogą chcieć dowód. Zaczną robić badania.
- Planowałem, że zostaniemy tu do 9 miesiąca. Potem wyjedziemy do Bai i będziemy przez kilka miesięcy. To zależy od mojej rodziny i Rose, bo ona pewne będzie chciała jak najszybciej wracać do służby. A jeśli chodzi o dziecko, to bylibyśmy wdzięczny za przygotowanie Dworu psychicznie do przyjazdu dziecka dwójki dampirów.
- Zrobimy co w naszej mocy, aby wam pomóc. - powiedziała królowa.- Dziękujemy, że się z nami podzieliłeś tymi wieściami.
- Rose chciała już na drugi dzień zrobić kolację dla was, ale z wiadomych przyczyn nie odbyła się. Ona ma dobre serce.- Dla tego tak bardzo ją kocham, pomyślałem.
Jeszcze chwilę rozmawialiśmy. Wszyscy wspierali mnie i oferowali pomoc. Roza ma dobrych przyjaciół, którzy traktują mnie na równi, mimo że wcześniej byłem ich opiekunem w szkole. Są dla mnie, jak moja rodzina dla Rozy w czasie jej pobytu na Syberii. Wszyscy tworzą piękną rodzinę, której stałem się członkiem. Każdy kogoś stracił lub nie miał przez jakiś czas. Moja ukochana np. nie znała ojca, a matka była daleko nie tylko fizycznie, ale i uczuciowo. Mia pół roku temu straciła matkę i została wiele razy wykorzystana i oszukana przez innych. Lissa straciła rodzinę, rodzice Christian byli strzygami, a jego ciocia zabiła poprzednią królową. Każdy z nich poniósł stratę (No może poza Eddim, ale to mało istotne), więc wspierali się nawzajem. Zastępowali bliskich. 
Na koniec, kiedy wszyscy zaczęli się zbierać, podszedłem do Pary Królewskiej. 
- Christian, chciałem wrócić do służby. 
- Jesteś pewny. Rose...
- Rose by tak zrobiła. Muszę być silny dla niej. Poza tym nie mam co robić i zaczynam za dużo myśleć. Potrzebuję jakiegoś zajęcia. Chcę czuć się potrzebny. 
- No dobra. To zaczynasz od poniedziałku.
- Okey, dzięki.
- Trzymaj się.- królowa przytuliła mnie przyjaźnie, co trochę mnie onieśmieliło.
Następna rzecz, która jest prawdą, zauważoną przez Rozę. Moja dyscyplina nie pozwala mi pouchwalać się z królową.

poniedziałek, 1 lutego 2016

ROZDZIAŁ 26

Wiem miał być wieczorem, ale nie mogłam zostawić was w niepewności. Myślę, że się nie obrazicie. :-*
________________________________________________
Christian dał mi wolne dopóki Roza nie wyjdzie ze szpitala. I tak nie skupiłbym się na służbie. Codziennie ją odwiedzam, mówię jak bardzo tęsknię za nią, że jest moim światem. Kocham ją i nie mogę bez niej żyć, normalnie funkcjonować. Kiedyś taki nie byłem. Liczyła się dla mnie tylko służba, ale teraz to ona jest najważniejsza. Jestem z nią za bardzo związany. Jeśli ona zginie, nie wiem co zrobię. Oszaleję. Nie mógł bym się już nikomu przydać. Najpewniej sam pozbawiłbym się życia. Byle tylko być razem na zawsze.
Załamany patrzyłem na nią. Była taka piękna, pozornie bezbronna. Po ranach nie było śladu. Ale i z nimi była by olśniewająca. To nigdy się nie zmieni. Ciemne włosy okalały jej nienaturalnie bladą twarz. Tak bardzo pragnąłem usłyszeć jej cudny głos, spojrzeć w te ciemne oczy i zatopić usta w słodyczy jej warg. Przychodzę tu od tygodnia. Każdy dzień to powtarzająca się tortura. Rano zwlekam się z łóżka, z bólem głowy. Nic nie jem, tylko od razu idę do niej. Jem coś, jeśli naprawdę już muszę i wracam. Nic nie sprawia mi już radości. Wszystko mi ją przypomina. Nawet nie mogę czytać westernów. Przypominają mi, jak się z nich nabijała. Gdy nie mogę wytrzymać cierpienia, które sprawia mi patrzenie na nią, idę na salę i wyżywam się za manekinach. Uderzam z całą goryczą jaka mnie wypełnia. Całą wściekłość. A jeśli nie mam już siły, wracam do pokoju.
Ale tam jest najgorzej. Wszystko co mnie otacza jest związane z nią. Jej rzeczy przypominają mi każdą naszą chwilę. W łóżku ciągle jest jej zapach. W łazience stoją perfumy, którymi napawałem się, kiedy tylko mogłem. Przyprawiały mnie o zawrót głowy. Teraz wiem, że to nie tyle ich zapach, chodź on też miał w tym udział, ale to, że mogłem je wąchać. Ta bliskość jej osoby, a jednocześnie jej brak mnie dołuje. To miał na myśli Doru. Największą torturą jest patrzenie jak cierpi osoba, którą kochamy, a my nie możemy nic zrobić. W końcu cierpienie popycha mnie w stronę butelki. Upijam się do nieprzytomności. Topie smutki w całych litrach wódki. W tym Roza miała rację. Żyjąc w Rosji, uodporniłem się na nadmiar alkoholu. Cholera. Cokolwiek nie zrobię, wszędzie jest ona. Wypełnia całe moje życie. Znamy się nie cały rok, a już jest w każdej rzeczy i czynności. Każde jej słowo, śmiech, to jak się ze mnie nabijała, ale nie złośliwie. Tak słodko. Tyle, że wszystko co robi jest słodkie. Jej pocałunki. Dotyk. Uśmiech. Nie mam pojęcia, jak mogłem żyć bez niej. Nie pamiętam. Jest moją brakującą połówką duszy, która raz złączona nigdy nie może się rozdzielić. Pragnąłem ją przytulić, poczuć tą jedność. Ona jedyna mnie rozumie. Wiem to. Tęsknię za nią.
Miałem dosyć tej tortury, więc poszedłem na salę. Tu było jej najmniej. Tylko wspomnienia ze św. Władimira. Nasze treningi. Jednak to nie była ta sala. Tutaj na chwilkę odzyskiwałem spokój. Myślałem nad swoim życiem, wybijając ostrze w serce manekina, jakby to on był wszystkiemu winny.
 Jestem zły na los, że tak często naraża ją na niebezpieczeństwo, a mnie na samotność, tylko po to, abym coś przemyślał. Ostatnio też musiała prawie umrzeć, żebym mógł sobie wybaczyć. Ale ja wtedy byłem głupi. Miałem przy sobie taki skarb, a chciałem ją odrzucić, przestać kochać. To oskarżenie jej o zabójstwo królowej nas uratowało. Gdyby nie to, byłbym teraz z Taszą. To byłby bardzo nieszczęśliwy związek. Nie mogłem jej pokochać, bo kocham Rozę. Nikt by mi jej nie zastąpił. Teraz to wiem. Nauka metodą prób i błędów. Ale co mam teraz zrobić? Nie mogę się poddać. Ona by tego nie chciała. Sama się nie załamała. Nie zamknęła w sobie. Wyruszyła, aby mnie znaleźć. Mimo wielu przeszkód i przeciwności, dążyła do obranego celu. Jej miłość uratowała mnie. Dziwne. Podobno w wizji Avery powiedziałem to samo. Rose opowiedziała mi całą tę historię podczas jednego z naszych spacerów po Baii.
Moja rodzina cudownie się nią zajęła. Ja chyba nie mam co liczyć na opiekę jej rodziców. Ale ona nigdy nie była tak blisko ich, jak ja sióstr. To prawda mam cudowną rodzinę. Jak mogłem myśleć, że mnie odrzucą? Gdyby Rose mnie nie przekonała, nigdy bym się nie zgodził. Roza jest taka mądra, czuła, dobra, ale i niebezpieczna. Tak dobrze mnie rozumie, jak nikt inny. To z nią chcę spędzić swoje życie. Nie mogę jej teraz stracić. Nie po tym co razem przeszliśmy, ile zdobyliśmy. Nie teraz, kiedy możemy w końcu być razem.
Tyle, że nic nie mogę zrobić, oprócz tego, że ją wspieram i jestem przy jej boku. Tak jak zawsze. Roza. Moja kochana Różyczka. Tak rzadko doceniamy to, co dał nam los, puki tego nie stracimy. I po następnym manekinie. Co teraz czuję do Taszy? Odrazę? Złość? Zawiodłem się na niej. Najchętniej znalazł bym ją i tego Roberta. To on za wszystko odpowiada. Kiedyś go dopadnie i dokończę to, co zaczęła Rose, zabijając Wiktora. Ciekawe czy ona myślała tak samo, gdy się na niego rzuciła? Była wtedy pod wpływem mroku. Czuła straszne wyrzuty sumienia, tak jak ja, przez to, co robiłem na Syberii. To nasza miłość nas uratowała. No jasne! Miłość! Najlepsze lekarstwo, wsparcie. Przecież ona zmienia ludzi. Dodaje sił w walce. Zabił bym więcej strzyg niż przez całe życie, jeśli to miało by uratować Rozę. Tylko dla niej. Nikt inny nie motywował mnie mocniej do walki. I tym się różnimy. Ta akcja ratunkowa, po ataku strzyg, odbyła się dzięki niej. Nikt tak nie walczy o morojów jak ona. Jest przykładem oddania się służbie, większym niż ja kiedyś byłem, choć sama jeszcze nie miała przydziału. Miała wątpliwości, ale ja wiem, że lepszej strażniczki królowa mieć nie może. Już nie dopuszczam do siebie złych myśli. Jest silna poradzi sobie,tylko trzeba jej pokazać, że ma dla kogo walczyć.